loader image

reż. Anna Smolar

fot. Tomasz Ostrowski

„HYMNY” w reżyserii Anny Smolar. Premiera 6 marca 2020. Akademia Teatralna w Warszawie

Przed premierą rozmawiałem z Anną Smolar, reżyserką spektaklu

Tomasz Ostrowski: Rozmawiamy na kilka dni przed premierą spektaklu „Hymny”. Jest to ostatni dyplom tych studentów przed opuszczeniem murów uczelni. Za chwilę pójdą w świat. Czy jest to pierwsze Pani doświadczenie ze studentami szkół aktorskich?

Anna Smolar: Kilka lat temu prowadziłam zajęcia w Szkole Machulskich. Mam różne doświadczenia pedagogiczne, warsztatowe z dziećmi, z młodzieżą, również z dorosłymi. Ale jest to moja pierwsza praca nad dyplomem. I jest to szczególny rodzaj pracy, ponieważ ma powstać pełnowymiarowy spektakl, a jednocześnie wiadomo, że jest to etap zamknięcia, rodzaj bramy, przez którą aktorzy przechodzą. Wiąże się to z wieloma emocjami.

Ich przedstawienia dyplomowe w jakimś stopniu rzutują na pierwsze szanse zawodowe.

Tak, jest to dla nas wszystkich duża odpowiedzialność. Zresztą miałam tego świadomość, gdy byłam jurorką na Festiwalu Szkół Teatralnych w Łodzi, dwa lata temu. Obserwowałam studentów z różnych szkół i miałam szansę poznać ich po raz pierwszy za pośrednictwem tego dyplomu. Długo się zastanawiałam nad jaką materią pracować, jaką metodą. Studenci sami przyszli do mnie z propozycją, żebym reżyserowała ich dyplom. Więc miałam poczucie, że, znając moje spektakle, chcą się mierzyć z metodą pracy, który zazwyczaj praktykuję. Z materiałem na wpół dokumentalnym, który częściowo powstaje na próbach. Chciałam im to zaproponować mimo tego, że wiąże się to zawsze z ryzykiem, niepewnością, wchodzimy razem w nieznane. Ale wydaje mi się, że to jest cenne doświadczenie. Zmagać się z czymś, co jest materią szarą i miękką.

Wcześniej, bo wiele miesięcy temu prowadziła Pani warsztaty czterodniowe z tymi studentami. Czy mieli oni już świadomość, że warsztaty są wprowadzeniem do spektaklu dyplomowego?

Tak, te warsztaty były prowadzone w perspektywie dyplomu. Wiedzieliśmy, że będę z nimi współpracować, więc umówiliśmy się po to, żeby się poznać. Ja też bardzo tego potrzebowałam, żeby wiedzieć w jakim kierunku z nimi podążać.

Metoda jest bardzo dobra oczywiście, bo jest to szansa na poznanie studentów, ich zainteresowań, możliwości warsztatowych i talentów, a twórcy pozwala na przygotowanie odpowiedniego spektaklu, tak żeby dać tym młodym aktorom jak najwięcej szans.

Tak, jak najbardziej. O to mi chodziło, żeby ten wybór był autentyczny. A nie było bardziej żywego i gorącego tematu dla nich niż sytuacja, w której jako grupa się znaleźli, dowiadując się o ciąży Weroniki, jednej ze studentek. Wtedy Weronika była w ostatnim trymestrze ciąży, w ósmym miesiącu. I cała sytuacja, ich zaangażowanie w studia, a jednocześnie bycie zwartą grupą o silnych więziach, była poruszająca i inspirująca. A jest to temat i dla mnie ważny. Czy można być człowiekiem pracy, człowiekiem sztuki, jednocześnie być bardzo zaangażowanym opiekunem, według własnego wyobrażenia na temat rodzicielstwa. Kwestia opieki jest często spychana w sferę prywatną. Chciałam wydobyć ten temat ukazując go jako przynależny do sfery publicznej, czyli w tym wypadku instytucji jaką jest Akademia Teatralna. Narodziny Stefanii dotyczą grupy ludzi, którzy razem tworzą, pracują, mają wobec siebie zobowiązania, są zależni od siebie. Jak ta radykalna zmiana jaką jest pojawienie się dziecka wpływa na nich? Chciałam, żeby sam proces pracy był dla nas przygodą. Bycie z dzieckiem na próbach. To nie jest proste.

W jakim momencie życia córeczka Weroniki znalazła się na próbach?

Na początku stycznia, kiedy rozpoczęliśmy próby, Stefania miała sześć miesięcy.

Bardzo interesujący jest tu fakt, że studenci przy okazji prób, odbywają warsztaty rodzicielstwa.

Absolutnie. Szczerze mówiąc, ja w tym wieku nie miałam pojęcia o tym jak opiekować się niemowlęciem, jak funkcjonuje, jakie są jego potrzeby, jego tryb dnia. Jak je zabawiać, usypiać. Oni wszystko to umieją. Otrzymali w pakiecie z dyplomem, jak Pan to dobrze nazwał, warsztaty z opieki rodzicielskiej, warsztaty opiekuńcze. Przecież dziećmi nie opiekują się tylko rodzice, opiekują się też dziadkowie, czy nianie, pracownicy żłobków, itd. Ta opieka się rozkłada. Mówi się, „trzeba całej wsi, żeby wychować dziecko”. Warto przywrócić to powiedzenie i spojrzeć na to, jak je praktykować, tym bardziej kiedy się żyje w wielkim mieście, w oderwaniu od potencjalnej wspólnoty. A kiedy rodzic zamyka się w samotności i cofa się do przestrzeni domu i niewidzialności, na ogół bardzo cierpi. Samotność nie jest dobra dla rodzica. Jak powietrze potrzebni są inni dorośli.

Może teraz powiemy o udziale kilkumiesięcznego dziecka w przedstawieniu. Czy nie uważa Pani, że może być kontrowersyjnie przyjęte przez widzów?

No tak, na pewno znajdą się ludzie, którzy będą uważali, że nie jest to odpowiednie miejsce dla dziecka. Że ani teatr, ani szkoła artystyczna nie są miejscem dla dziecka. Myśmy jednak od początku założyli, że da się minimalnym wysiłkiem stworzyć bezpieczne i przyjazne warunki dla Stefanii, i zagwarantować Weronice, jej matce, poczucie przynależności, komfortu i akceptacji. W żadnym stopniu Weronika jako aktorka nie miała taryfy ulgowej, natomiast wszyscy świetnie rozumieli to, że rytm pracy musi być dostosowany do potrzeb dziecka. Rozumiem wątpliwości, biorą się z troski jednak zmiana myślenia i postrzegania dziecka wydaje mi się pilną potrzebą społeczną. Zapraszam zresztą na dyskusję po spektaklu w poniedziałek 9 marca. Właśnie na temat opieki jako zjawisku społecznym. O miejscu dziecka w społeczeństwie. O widzialności i byciu przy rodzicu w świecie. I niekoniecznie w centrum uwagi. Pokazujemy świat w którym dziecko w sposób naturalny jest przy rodzicu, otoczone innymi dorosłymi, którzy się troszczą o niego i nieustająco reagują na jego potrzeby i zachowania, a jednocześnie też żyją swoim życiem, swoimi sprawami. Swoją rolą. W moim wyobrażeniu o wychowaniu, nie ma większego szczęścia dla obu stron i harmonii. Dla mnie tak właśnie wygląda droga harmonijna. A że wiąże się to ze zmęczeniem, z utrudnionym skupieniem, to jest pewna cena którą płacimy za bliskość i więź. I owszem, Stefania zjada chrupki z podłogi ale to jest najczystsze miejsce w całej akademii! Dbamy o wysoki poziom higieny. Cała instytucja jest już przewrażliwiona na punkcie mycia naszej baletówki. Gramy bez butów, cała technika chodzi w skarpetkach. Ja trochę zazdroszczę Stefani, doświadczyła tutaj takiego czasu wolności, luźnej zabawy, otoczona ludźmi którzy konkurowali w zabawianiu i przytulaniu jej. Wydaje mi się, że podprogowy spektakl jest obrazem alternatywnej rzeczywistości. Podprogowy, bo na powierzchni tworzymy portret ludzi zamkniętych, przerażonych obecnością dziecka. Taki ludzi-zombie, którzy w kontakcie z dzieckiem muszą zmierzyć się ze swoimi koszmarami.

Jakie ma Pani najbliższe plany teatralne?
Zaczynam wkrótce próby w Teatrze Studio. Pracujemy nad adaptacją książki Edouarda Louisa „Koniec z Eddym”. Premiera 22 maja 2020 ze świetnym zespołem Teatru Studio. Bardzo się z tego cieszę.

Wspaniale, że zobaczymy Pani kolejną pracę w Warszawie. Małgorzata Gorol znalazła się również na liście twórców spektaklu „Hymny”. Jaka jest jej rola w przygotowaniu tego spektaklu?

Jak opowiadałam Małgosi o moim zamiarze pracy ze studentami nad dyplomem, zgłosiła chęć brania udziału w procesie pracy, jako ktoś kto aktorom towarzyszy, obserwuje. Czasami znika na kilka dni i jak wraca, to jej świeże spojrzenie bardzo dużo nam daje. Szalenie wspiera aktorów.

Dzieli się swoim warsztatem ze studentami.

Tak, opowiada o swoich doświadczeniach, daje im feedback na temat ich pracy. Nie polega to na doradzaniu ani ingerowaniu w ich poszukiwania, ale na otwieraniu nowych przestrzeni na zadawaniu pytań. Na opowiadaniu o sobie i ważnych momentach swojego rozwoju. Tak, jest to szalenie hojne z jej strony.

Dziękuję bardzo za rozmowę.

Dziękuję.

HYMNY

WYSTĘPUJĄ:
Dominik Bobryk
Weronika Bochat-Piotrowska
Patrycja Grzywińska
Filip Karaś
Natalia Kujawa
Małgorzata Majerska

TWÓRCY:
Scenariusz do spektaklu autorstwa Natalii Fiedorczuk, we współpracy z Anną Smolar i zespołem aktorskim.

Reżyseria i dramaturgia: Anna Smolar
Libretto i dramaturgia: Natalia Fiedorczuk
Muzyka: Maciej Cieślak
Scenografia, kostiumy, światło: Mateusz Atman
Choreografia: Patrycja Grzywińska
Współpraca artystyczna: Małgorzata Gorol
Asystentki reżyserki:
Ewa Galica (II rok Kierunku Reżyseria)
Weronika Kuśmider (IV rok Kierunku Reżyseria)

fot. Tomasz Ostrowski