loader image
Maciej Dybowski

fot. Tomasz Ostrowski

A PLANETY SZALEJĄ…” Młodzi w hołdzie Korze

w reżyserii Anny Sroki-Hryń

w wykonaniu studentów Akademii Teatralnej im. A. Zelwerowicza w Warszawie

Premiera 20 sierpnia 2021.

Teatr Współczesny w Warszawie, Scena w Baraku

Pzed premierą spektaklu muzycznego „A planety szaleją…” w reżyserii Anny Sroki-Hryń rozmawiam z Maciejem Dybowskim, aktorem spektaklu, studentem V roku kierunku aktorstwo teatru muzycznego Akademii Teatralnej w Warszawie.

 

Tomasz Ostrowski: Zacznijmy od początku. Mając zaledwie 13 lat rozpocząłeś intensywną pracę w dubbingu.

Maciej Dybowski: Tak było.

Co spowodowało, że tak wcześnie ukierunkowałeś się na dubbing? Zalety głosu?

Myślę, że to zaczęło się jeszcze wcześniej. Mam muzykalną rodzinę. Nie śpiewają profesjonalnie, ale odkąd pamiętam w moim domu zawsze była gitara. Zawsze były instrumenty klawiszowe. Zawsze się śpiewało. Śpiewało się wszystkie największe szlagiery, których jeszcze dziś słuchamy: repertuar Maryli Rodowicz, Elektrycznych Gitar, Czerwonych Gitar. Ta muzyka zawsze była we mnie. Wcześniej nie widziałem świata poza piłką nożną. Mówiłem, że poza piłką nożną w życiu nie będę robił niczego innego. Chodziłem na treningi od poniedziałku do niedzieli, codziennie. Robiłem to z własnej woli, bardzo to kochałem. Przemiana nastąpiła za sprawą rodziców. Początkowo wylądowałem w Warsztatowej Akademii Musicalowej u Pawła Podgórskiego. Dzięki tej akademii pojechałem na obóz artystyczny i tam poznałem Asię Węgrzynowską, z którą mieliśmy warsztaty dubbingowe. Natychmiast złapałem smykałkę, bardzo mi się to podobało. Obóz trwał tydzień. Gdy tylko wróciłem do Warszawy otrzymałem ze studia Start Studio International Polska zaproszenie na casting. Wygrałem ten casting i tam rozpoczęła się moja współpraca właśnie z Asią Węgrzynowską. Pierwsza to była malutka rólka, ale jakieś trzy, cztery dni później odezwała się do mnie z tego samego studia inna osoba, Ania Apostolakis. Zaprosiła mnie na casting. Tam wygrałem już główną rolę. Tak się to potoczyło i trwa nieprzerwanie do dzisiaj.

W dubbingu udzielasz się na wielu polach: film, seriale, filmy animowane, gry komputerowe.

Tak na wielu polach, są jeszcze słuchowiska, audiobook czytałem może raz. W repertuarze raczej jestem bajkowy.

Takie powodzenie w dubbingu wskazuje, że przed rozpoczęciem studiów teatralnych miałeś dobre przygotowanie głosowe i dobrą dykcję.

Tak, myślę, że tak, chociaż jestem człowiekiem, który w życiu codziennym jest jak „faflon”, bo mu się nie chce. Nie otwierać buzi, bo po co. Tak początkowo to wyglądało. Ale jak trzeba wejść na scenę czy do studia, to co innego. Później zacząłem sam zwracać uwagę na dykcję, która jest bardzo, bardzo ważna.

Jeszcze przed Twoimi studiami spotykaliśmy się w roku 2016, a później 2017, podczas prób SKRZYPKA NA DACHU i FOOTLOOSE Śródmiejskiego Teatru Muzycznego, teatru działającego przy Młodzieżowym Domu Kultury im. Władysława Broniewskiego. W repertuarze tego teatru są światowe musicale. Wszystkie musicale reżyseruje kierownik artystyczny teatru Antoni Dietzius. Do kolejnych premier zaprasza on artystycznie uzdolnioną młodzież. Niestety, znakomicie przygotowanych spektakli, może doświadczyć bardzo mało widzów. Teatr stać jest jedynie na wykupienie licencji School edition, pozwalającej na zagranie maksymalnie 6 spektakli. Jakość artystycznego przygotowania aktorskiego, wokalnego i choreograficznego premier, ułatwia młodym ludziom start na egzaminy na uczelnie artystyczne, a wielomiesięczne przygotowania premier (październik – czerwiec) odbywają się w znakomitej atmosferze. W obu powyższych premierach występowała np. Monika Daukszo, obecnie studentka Akademii Sztuk Teatralnych w Krakowie. Ty w miesiąc po premierze FOOTLOOSE z powodzeniem wystartowałeś do Akademii Teatralnej w Warszawie. Takich osób jest wiele. Współpracowałeś z Antonim Dietziusem również w Teatrze Miejskim w Lesznie i Teatrze Relax w Warszawie.

Tak, to jest spektakl TAJEMNICA TOMKA SOWYERA, wystawiany zarówno w Lesznie, jak i w Warszawie. Premiera w Lesznie miała miejsce jeszcze przed studiami. Tak to się potoczyło. W Śródmiejskim Teatrze Muzycznym jest tak wspaniała atmosfera, że chętnie mógłbym tam grać w kolejnych premierach musicalowych. Tam się nie zarabia żadnych pieniędzy, ale tam jest taka energia, której się nie powtórzy w żadnym teatrze zawodowym.

W tych przedstawieniach można się rozkochać.

To prawda. Żałowałem, że nie mogłem być w spektaklu SPAMALOT, CZYLI MONTY PYTHON I ŚWIĘTY GRAAL (2018). Miałem już szkołę i inne zobowiązania, które mi to uniemożliwiły.

Obserwuję zmiany jakie się dokonują w ostatnich latach w szkołach teatralnych. Kiedyś nie pozwalano studentom na pracę w teatrach w czasie studiów, teraz jest większa tolerancja. Aktualnie widzę Cię w repertuarze Teatru Syrena w trzech spektaklach.

To kosztowało mnie wiele pracy i zdobytego zaufania wśród profesorów, żeby zgodzili się na dzielenie profesjonalnego teatru ze studiowaniem w Akademii Teatralnej.

Na scenie spotykasz się ze swoimi koleżankami i kolegami z Akademii Teatralnej.

Wobec studentów, którzy wykazują się dużą odpowiedzialnością i wywiązują się wobec własnych zobowiązań wobec szkoły, ten reżim ograniczający robienie czegoś poza AT jest łagodzony.

Ten kierunek jest prawidłowy, gdyż praktyka sceniczna i możliwość obcowania z widzem dla rozwoju aktora są bezcenne. Również należy docenić, że teatry repertuarowe coraz częściej zapraszają na swoje sceny spektakle Akademii Teatralnej. We wrześniu KLUB w reżyserii Weroniki Szczawińskiej zagości w TR WARSZAWA. Spektakle Akademii Teatralnej biorą aktualnie udział w 18. Festiwalu Warszawa Singera. Wreszcie obecna premiera spektaklu „A planety szaleją… Młodzi w hołdzie Korze” ma miejsce na scenie Teatru Współczesnego w Warszawie. Myślę, że w obecnej chwili dużo studentek i studentów pokazuje się na scenach teatralnych poza murami szkoły.

To się wydaje, że dużo. Raczej są to moi koledzy z kierunku aktorstwo teatru muzycznego. To jest kwestia tego, że Akademia Teatralna potrafiła zrobić kierunek, który rzeczywiście przygotowuje ludzi do teatru muzycznego w Polsce, w normalnych profesjonalnych teatrach, czego nam bardzo brakowało przez bardzo długi czas. U nas od około pięciu, siedmiu lat, rodzi się teatr muzyczny taki jaki jest na West Endzie czy Broadwayu, ale i tak my nadal jesteśmy o wiele lat za nimi. Oni stworzyli ten gatunek. Doskonale wiedzą co jest dobre, a co złe. My się od nich uczymy i próbujemy tylko ich gonić.

Z przedstawień w których aktualnie występujesz, które sobie najbardziej cenisz ze względu na warsztat teatralny?

NEXT TO NORMAL w Teatrze Syrena. Dostałem rolę główną Gabe na zmianę z Piotrem Januszem i Marcinem Francem. Rola ta bardzo mi się podoba i bardzo cenię sam spektakl. Jest to ogromne wydarzenie muzyczne. W spektaklu jest nas szóstka aktorów i siedem osób w muzycznym bandzie.

W spektaklu tym występują również Twoi koledzy ze studiów: Weronika Bochat-Piotrowska, Marcin Franc, Michał Juraszek.

To prawda.

Wracamy do miejsca, w którym się znajdujemy, do Teatru Współczesnego – Scena w Baraku, spektakl „A planety szaleją…”. Jak doszło do realizacji tego spektaklu?

Do realizacji doszło tak naprawdę dwa lata temu. Na drugim roku, w semestrze letnim, opiekunem przedmiotu „sceny dialogowe muzyczne” została Pani profesor Anna Sroka-Hryń. Pani profesor zawsze marzyło się zrobienie spektaklu z piosenkami Maanamu. My również jak najbardziej byliśmy na tak. I tak zaczęła się ta przygoda. Pracowaliśmy nad tym egzaminem, wtedy to był cały semestr. Czasy pandemiczne nam trochę przeszkodziły. Prace wznowiliśmy dopiero teraz. W piątek (20.08) mamy premierę tego egzaminu, który w obecnej wersji możemy śmiało nazwać spektaklem.

W zakresie konstrukcji scenicznej niektóre zapowiedzi prasowe informują, że jest to bardziej koncert, aniżeli udramatyzowany spektakl teatralny.

Ja bym tak tego nie określał, ponieważ pani Ania przepracowała z nami teksty od samego początku. Zanim zaczęliśmy je śpiewać traktowaliśmy je jak wiersze. Musieliśmy je przeanalizować, zinterpretować cały tekst, który miał wewnętrznie nas poruszyć, wywołać jakąś emocjonalność. Nasz spektakl jest formą inscenizowaną.

Tytuł spektaklu zaczerpnięty został z tytułu książki biograficznej KORA, KORA. A PLANETY SZALEJĄ Kamila Sipowicza. Podążając tym tropem, domyślam się, że spektakl z piosenkami, ich interpretacją i ich inscenizacją pochyla się nad biografią Kory Jackowskiej.

Dokładnie tak, choć każdy aktor w swojej piosence ma do ukazania coś swojego. Spektakl powstał na podstawie tekstów Kory, ale teksty są przepracowane literacko i aranżacyjnie. Jak to u aktora, każdy tekst trzeba przepuszczać przez siebie. Nie są to jeden do jednego piosenki Kory. Mają swoistą dramaturgię, precyzyjną wspólną choreografią. Pani Ania była naszą główną choreografką. Najważniejsze, że to był nasz wspólny projekt, do którego wnosiliśmy swoje pomysły. Pani Ania miała w swojej głowie zarysy, rysunki, pomysły. Takie obrazki, ale też i my dużo proponowaliśmy od siebie, dzięki czemu to wygląda tak, a nie inaczej. Prowadziliśmy bardzo długie dyskusje. Zanim weszliśmy na scenę układać ruch, minęło bardzo dużo czasu. Na początku głównie siedzieliśmy w kółku, każdy czytał ten tekst. Trzeba się było zastanowić o czym naprawdę ten tekst jest, a czym on może być, co on we mnie wzbudza, jakie emocje. Potem dochodziła warstwa muzyczna, którą Mateusz Dębski komponował. Gdzieś na kanwie akordów oryginalnych, ale stylistycznie nie ma to nic wspólnego z rockiem. Zespół nam towarzyszący składa się z pianina, kontrabasu i harfy. Czy ktokolwiek by pomyślał, że harfa będzie pasowała do Maanamu? Nie, my tak samo nie. Było to takie założenie, które spowodowało, że jak teraz słucham harfy w Maanamie to robi mi się gorąco.

W Akademii Teatralnej występujesz w jeszcze jednym spektaklu reżyserowanym przez Annę Srokę-Hryń. Występujesz  w spektaklu PRAWIEK I INNE CZASY według powieści Olgi Tokarczuk.

Spektakl ten był moim dyplomem kończącym szkołę. Ogólnie każdy rok ma dwa dyplomy. Ja natomiast z drugiego musiałem zrezygnować ponieważ miałem premierę w Teatrze Syrena. Nie pogodziłbym tego terminowo. Jestem w PRAWIEKU…, a nie ma mnie w LUDZIACH, MIEJSCACH I RZECZACH.

Jak oceniasz swoją przygodę z Akademią Teatralną?

To były cztery wspaniałe, aczkolwiek bardzo trudne lata. To był ogrom pracy. Pamiętam, że na pierwszym roku po dwóch pierwszych miesiącach miałem nawet ochotę zrezygnować z tej szkoły. Stwierdziłem, że to jest nie dla mnie. Po trzech miesiącach było tak dużo pracy, że nie było czasu, żeby się zastanawiać, czy to jest dla mnie, czy nie. Trzeba było bardzo intensywnie pracować. bo nieubłagalnie sesja się zbliżała i trzeba było coś pokazać. Po tych trzymiesięcznych rozterkach mamy już dzisiaj. Minęło to bardzo szybko. Pandemia spowodowała wyhamowanie, straciliśmy jeden semestr trzeciego roku. Nie była to jakaś ogromna strata. To były wspaniałe lata. Mam cudowny rok koleżanek i kolegów. Ważne jest, że jesteśmy w stanie się dogadywać. Mamy niezwykły, świetnie zgrany zespół, który może być atrakcyjny dla profesjonalnych teatrów. Dyrektorzy mogą powiedzieć: słuchajcie możemy Wam zaproponować, żebyście to grali w naszym teatrze. I my się wszyscy zgadzamy. To świadczy o tym, że jesteśmy bardzo silnym, zmotywowanym, pełnym pasji i energii rokiem. I polecam tych wszystkich ludzi. Jesteśmy grupą, ale każdy z nas jest doskonale przygotowany warsztatowo.

Czy w związku z tym, że w teatrach muzycznych zwykle dobór obsady poprzedzają castingi, stanowi to dla was duże obciążenie?

Zauważyłem, że jest teraz tendencja, żeby zatrudniać w teatrach dramatycznych i muzycznych coraz więcej osób, które oprócz warsztatu aktorskiego, są utalentowane i dobrze przygotowane muzycznie. Na jednej ręce można wyliczyć teatry, które w swoim repertuarze nie mają spektakli muzycznych. Są oczekiwania, żeby aktor miał niesamowity talent oraz warsztat aktorski, ale również, żeby mógł zaśpiewać. Widzimy to niemal w każdym spektaklu. Jesteśmy kierunkiem aktorstwo teatru muzycznego i Akademia Teatralna wyposażyła nas również w profesjonalny warsztat aktorski, pozwalający nam na odnalezienie się zarówno w repertuarze muzycznym, jak i dramatycznym. Oczywiście aktualna sytuacja pandemiczna w teatrach – mamy nadzieję przejściowa – pogorszyła kondycję finansową teatrów i ograniczyła możliwości zatrudniania na etaty. Castingi do nowych premier nie są dla nas problemem.

Szkoła skończona, teraz będzie pisanie pracy magisterskiej. Czy masz wybrany temat?

Jeszcze nie mam tematu. Zastanawiam się nad tym i zapewne będzie on związany z musicalem.

W trakcie swojej drogi edukacyjnej skończyłeś również policealne studium: Akademia Filmu i Telewizji, kierunek reżyseria. Czy w dalszej perspektywie masz na horyzoncie wizję pracy w roli reżysera?

Kiedyś w przyszłości może tak. Wiele z tego etapu kształcenia wyniosłem. Jestem jednak za młody, nie mam doświadczenia reżyserskiego i niezbędnego posłuchu wśród aktorów. Na razie trzeba zbierać to doświadczenie aktorskie, żeby po tym zostać dobrym reżyserem.

Bardzo dziękuję za rozmowę. Do zobaczenia na kolejnych próbach medialnych, zarówno w teatrach muzycznych jak i dramatycznych.



Dziękuję bardzo i do zobaczenia na spektaklu A PLANETY SZALEJĄ…

 

A PLANETY SZALEJĄ…” Młodzi w hołdzie Korze

Twórcy:
Reżyseria Anna Sroka – Hryń
Reżyseria światła Paulina Góral
Aranżacja i pianino Mateusz Dębski
Harfa Alina Łapińska
Kontrabas Wojciech Gumiński
Obsada:
Ada Dec, Natalia Stachyra, Karolina Piwosz, Maja Polka, Jagoda Jasnowska, Olga Lisiecka, Maciej Dybowski, Juliusz Godzina, Wojciech Melzer, Maciej Kozakoszczak, Tomasz Osica

 

fot. Tomasz Ostrowski