loader image

Michał Juraszek

fot. Tomasz Ostrowski

„Kapitan Żbik i żółty saturator ” w reżyserii Wojciecha Kościelniaka. Premiera 29 lutego  2020. Teatr Syrena

Przed premierą rozmawiałem z Michałem Juraszkiem aktorem spektaklu

Tomasz Ostrowski: Spotkaliśmy się w listopadzie na kilka dni przed premierą spektaklu dyplomowego studentów kierunku aktorstwo teatru muzycznego „Przybysz”. Tam zagrałeś rolę tytułową. Już wówczas wiedziałeś, że Wojciech Kościelniak zaprosił Cię do zespołu spektaklu muzycznego „Kapitan Żbik i żółty saturator”. Czy tym samym stałeś się częścią stałego zespołu aktorskiego Teatru Syrena, czy tylko zespołu aktorskiego występującego gościnnie?

Michał Juraszek: Tego jeszcze nie wiem, bo nie prowadziłem na ten temat rozmów. Ale już wiem, że Wojciech Kościelniak szykuje kolejną premierę: „Pretty Woman” w krakowskim Teatrze Variete i zostałem zaproszony na casting do zespołu tego spektaklu.

Świetna wiadomość.

Jest jeszcze lepsza. Taka, że Wojtek Kościelniak zaprosił do udziału w castingu do tego spektaklu cały zespół „Przybysza”. Wydaje mi się, że jest to dla nas bardzo dobry początek i dobra droga do tego, żeby być w zespole Wojtka Kościelniaka zwłaszcza, że są to dla nas wspaniałe doświadczenia.

Masz więc wielkie szczęście już na starcie, że możesz pracować w trzech kolejnych produkcjach mistrza musicalu Wojciecha Kościelniaka. Ma on wielkie doświadczenie w pracy w teatrach muzycznych, ale i wielkie doświadczenie w pracy ze studentami szkół aktorskich. W szkołach teatralnych tworzy spektakle przede wszystkim w trosce o studentów, tak aby studenci mogli zaprezentować swój warsztat, ale też daje dużo swobody, aby młodzi ludzie mogli ujawnić swoje indywidualne talenty w znakomitych etiudach.

Przede wszystkim jest coś takiego, że ja bardzo, ale to bardzo Wojtkowi ufam pod względem tego, jak on mnie prowadzi. Mam też takie uczucie, że po raz pierwszy poznałem takiego reżysera, który doskonale dogaduje się ze mną. Prowadzi mnie krok po kroku a jednocześnie daje mi swobodę, bo nie jest tak, że on ustawia mi wszystkie „kroczki”. On też lubi moją intuicję i to, co ja proponuję. Owszem zdarzają się takie sytuacje, że mówi „Michał za dużo”, czy „To nie w tym kierunku”, ale mówi wówczas „Zrób to inaczej, porzuć to co ja powiedziałem i spróbuj zrobić coś innego”. Zawsze to dobrze działa i bardzo dobrze z nim się pracuje.

Wiemy, że spektakl „Przybysz” jest w repertuarze Teatru Collegium Nobilium AST jeszcze w lutym i marcu 2020. Czy wiesz jakie będą dalsze losy tego wspaniałego spektaklu? Najkorzystniej dla spektaklu i jego aktorów byłoby, gdyby ten spektakl został przeniesiony do jednego z teatrów repertuarowych. Dobrze byłoby, aby dokonano profesjonalnej rejestracji telewizyjnej i udostępniano w publicznych mediach i na VOD.

To prawda, na pewno taka rejestracja spektaklu dyplomowego byłaby dla nas bardzo ważna, dla nas jako młodych aktorów, którzy znajdują się na początku swojej drogi zawodowej. Łatwiej byłoby odnaleźć się w zawodzie. Bardzo byśmy chcieli, aby jakiś teatr „Przybysza” wziął pod swoje skrzydła. Jest to jakieś takie nasze skryte marzenie. Zaczynamy od tego, aby nagrać płytę, gdy tylko wszystko się już trochę uspokoi. Teraz moi koledzy kończą drugi dyplom w Akademii Teatralnej z Anią Smolar. Będzie to „Hymn”, premiera 6 marca. Ja teraz kończę przygotowania do „Kapitana Żbika…”. Chcemy w marcu i kwietniu nagrać tę płytę, bo ludzie pytają się o nagrania piosenek ze spektaklu. Bardzo im się muzyka z „Przybysza” podoba. Wkrótce, bo 20 marca 2020 (o godz. 17:00 i 20:00), spektaklem „Przybysz” w Teatrze Muzycznym Capitol otwieramy 41. Przegląd Piosenki Aktorskiej we Wrocławiu. Z tego co wiem, nie ma już biletów. Mimo, że nasz rok jest bardzo zapracowany zajęciami w szkole i poza szkołą, i trudno nam pogodzić terminy, ale sukcesywnie dokładamy kolejne spektakle „Przybysza”. W lutym zagraliśmy pięć, a w marcu zagramy cztery spektakle.

Wychodzisz spod parasola ochronnego szkoły teatralnej. Jak znajdujesz się w nowym otoczeniu?

Wspaniali ludzie. Na pewno tu w Teatrze Syrena jest wspaniała ekipa. Znakomicie Wojtek dobrał ludzi do tego spektaklu. Zdaję sobie sprawę z tego, że mam czasami takie studenckie zachowania typu: chodźcie, zrobimy sobie wcześniej tę scenę, spotkajmy się o godz. 9:40. Wtedy mnie aktorzy stopują: „halo, halo od godziny 10:00 pracujemy i ćwiczymy”. Ja mam tak, że o 10:00 to chcę pokazać już gotową sytuację. Szkoła teatralna nakręciła mnie. Ten kto teraz kończy Akademię Teatralną czy Akademię Sztuk Teatralnych, ten wie o czym mówię. Zawsze chce się ćwiczyć i pokazywać, ale nie zawsze o oto chodzi w tej pracy.

Spektakl „Przybysz” potwierdził, że studenci Waszego roku kierunku aktorstwo teatru muzycznego są nie tylko bardzo utalentowani, ale również znakomicie przygotowani warsztatowo. Jak wspominasz swoich pedagogów?

Jeśli chodzi o pedagogów to miałem do nich dużo szczęścia. Już teraz, z tego co wiem, to nie wszyscy uczą. Mogłem się spotkać z Anną Seniuk czy Wiesławem Komasą. To są pedagodzy, którzy bardzo dużo mi dali poprzez swoje doświadczenie i przez swoje zaangażowanie. Uważam, że mieliśmy szczęście mogąc zakosztować takiego aktorstwa i próbować z takimi aktorami. A na kierunku aktorstwo teatru muzycznego to: Anna Serafińska, Kamil Dominiak, Kasia Winiarska, Julia Chmielnik i Anna Sroka-Hryń, która jest wybitną postacią. Przygotowywała nas ona aktorsko, ale też i muzycznie. Dwa razy mogliśmy się z nią spotkać przy realizacji spektakli: „Piosenki Czesława Niemena” i „Sen nocy letniej”. Wspominamy te prace rewelacyjnie. To są ludzie, którym bardzo dużo zawdzięczam. Szkołę wspominam bardzo rozwojowo.

Teraz cofnijmy się w Twoim życiorysie. Jak to się zaczęło? Na ile świadomy był Twój wybór zawodu aktorskiego? Czy tylko do szkoły teatralnej składałeś dokumenty?

Podchwytliwe pytanie. Moja przygoda zaczęła się we Wrocławiu w Teatrze Muzycznym Capitol. Ukończyłem policealne studium niepubliczne musicalowe przy Teatrze Capitol. Tam po tych latach nauki, z różnych powodów postanowiłem, że spróbuję startować wyłącznie do Akademii Teatralnej gdy dowiedziałem się, że istnieje kierunek aktorstwo teatru muzycznego. Kierunek ten powstał rok wcześniej, a ukończyły go między innymi Karolina Szeptycka i Karolina Gwóźdź, które są z nami w zespole spektaklu „Kapitan Żbik”.

To oznacza, że Twój wybór nie był przypadkowy. Była ciągłość w edukacji w zawodzie aktora teatru muzycznego.

Tak, była ciągłość. Oczywiście ciągłość po studium musicalowym przy Teatrze Muzycznym Capitol, wcześniej była jeszcze Politechnika Wrocławska, budownictwo.

Jak długo tam studiowałeś?

Bardzo krótko. Po dwóch czy trzech miesiącach stwierdziłem, że to nie jest to, choć na maturze matematykę zdałem na 100%.

Co więc wpłynęło na Twoje zainteresowanie śpiewem?

Ja zawsze śpiewałem. Od dziecka śpiewałem. Brałem udział w konkursach, w teatrzykach szkolnych w podstawówce, później w gimnazjum i w liceum. To zawsze było mi bliskie.

W takim razie kolokwia i egzaminy na politechnice powinieneś zaliczać śpiewająco.

Oczywiście, że tak. Ale nie udało się. Myślę, że na szczęście.

Jak wiele Twoich koleżanek i kolegów z roku znalazło już zatrudnienie? Rynek jest bardzo trudny. Produkcję, zwłaszcza spektakli muzycznych, poprzedzają castingi.

Z tego co wiem, to wszyscy z kierunku aktorstwo teatru muzycznego już pracujemy: Dominik Bobrek z Gosią Majerską w Teatrze Tintilo przy Teatrze Rampa, Kuba Szyperski w Teatrze Dramatycznym i Teatrze Rampa, Natalia Kujawa w Teatrze Studio Buffo, Filip Karaś w Polskim Radio… każdy ma jakieś zatrudnienie, każdy sobie radzi, co jest dla nas super.

Wiemy, że od drugiego roku studiów władze wydziału nie robią trudności w uczestniczeniu w spektaklach zewnętrznych, doceniają wagę praktycznych doświadczeń jakie możecie tam zdobyć. Czy korzystaliście z takich możliwości?

Tak, na pewno, choćby Monika Rygasiewicz, która występowała i występuje w musicalu „Once” w Teatrze Muzycznym Roma. Pracując w okresie wakacyjnym, gdy premiery były na początku października, władze szkoły nigdy nie robiły problemu. Przy premierach w innym okresie, trzeba było występować ze stosownym pismem ale też raczej nie było problemów. Władze zapraszane były na te spektakle. Najgorzej było oczywiście na pierwszym roku.

Ale to jest zasada wszystkich uczelni. Pierwszy rok jest rokiem selekcyjnym.

Oczywiście, musieliśmy się skupić na nauce.

Ile koleżanek i kolegów, którzy rozpoczynali z Tobą studia, dotarło do końca?

Jeśli chodzi o mój kierunek to wszyscy. Jedna tylko koleżanka wzięła urlop dziekański i aktualnie jest o rok niżej, a poza nią wszyscy ukończyli studia.

Czyli od początku wiedzieli do czego dążą, bardzo świadomie dokonali wyboru przyszłej drogi zawodowej?

Tak to prawda.

W spektaklu „Kapitan Żbik” zostałeś obsadzony w roli Kuby. Jak się czujesz w tej roli? Na ile przy pracy nad rolą wykorzystujesz potencjał wyniesiony ze szkoły teatralnej, a na ile są to całkiem nowe doświadczenia?

To są lata siedemdziesiąte. Bardzo często dzwoniłem do rodziców i pytałem: „Tato, jakie to były teksty, żeby było bardzo współcześnie dla tamtych czasów”. Wspólnie z Wojtkiem stworzyliśmy postać Kuby, który trochę rapuje. Lata siedemdziesiąte, taksówkarz rapuje. Tak, czy siak to się nam złożyło. Szukałem, żeby tych klimatów warszawskich lat siedemdziesiątych włożyć jak najwięcej. Żeby te teksty były jak najbardziej PRL-owskie. Często radziłem się rodziców. Podpowiadali mi. Jest to na pewno super doświadczenie, bardzo fajna zabawa. Jeśli chodzi o tę postać nie chcę zdradzać wiele. Mogę powiedzieć że pojawi się samochód Warszawa 202. Będę kierowcą taksówki. Cała piosenka jest oparta na tym, że jestem w samochodzie, ale nie chcę zdradzać do czego dąży ta postać.

Jak widzę po dzisiejszej próbie medialnej, w zaprezentowanych krótkich dwóch scenach nie jesteś tylko Kubą, ale również milicjantem. Masz więc kilka ról w spektaklu?

Tak jestem również milicjantem i jestem Myszką Miki, ale głównie odwzorowuję postać Kuby. Czynię to na zmianę z Maćkiem Dybowskim z Akademii Teatralnej. Myślę, że będziemy się wspaniale bawić. A jak my będziemy się dobrze bawić, to widzowie również. Zapraszamy.

Dobrze, że aktualnie masz poczucie bezpieczeństwa i możesz bez stresu myśleć o stabilnej przyszłości. Tym bardziej, że fama o Waszym roku poszła w świat a to może oznaczać, że macie szansę by zagościć na scenach bardzo bezpiecznie.

Byłoby pięknie. Zwłaszcza, gdyby nas wszystkich zaangażowali.

Kończąc naszą rozmowę, życzę Ci, abyśmy się jak najczęściej spotykali w podobnych okolicznościach.

M.J. Byłoby super. Bardzo dziękuję.

 

KAPITAN ŻBIK I ŻÓŁTY SATURATOR
Tekst, teksty piosenek i reżyseria: Wojciech Kościelniak
Muzyka: Mariusz Obijalski
Scenografia i kostiumy: Anna Chadaj
Choreografia: Ewelina Adamska-Porczyk
Współpraca choreograficzna: Krzysztof Tyszko
Kierownictwo muzyczne / opracowanie i przygotowanie wokalne: Tomasz Filipczak
Instrumenty klawiszowe / dyrygent: Tomasz Filipczak / Agnieszka Szczepaniak
Instrumenty klawiszowe: Maciej Tomaszewski / Jakub Zaczkowski
Gitara basowa: Paweł Bomert / Mirosław Wiśniewski / Jarosław Igielski
Gitary: Jan Malecha / Tadeusz Nowak
Perkusja: Grzegorz Poliszak / Marcin Jahr
Trąbka: Piotr „Ziarek” Ziarkiewicz / Szymon Gwóźdź / Alan Turonek
Puzon: Andrzej Rękas / Jakub Gumiński
Saksofony: Mariusz „Fazi” Mielczarek / Mariusz Kozłowski
Saksofony: Wiesław Wysocki / Wiktor Wysocki

Autor plakatu: Rafał Szłapa

AKTORZY:

Kapitan Żbik: Maciej Maciejewski, Łukasz Szczepanik
Porucznik Ola: Iga Rudnicka, Ada Szczepaniak
Manfred Steif: Albert Osik, Tomasz Więcek
Kasia: Barbara Garstka, Karolina Gwóźdź
Danuta: Ewelina Adamska-Porczyk, Adrianna Dorociak
Kuba: Maciej Dybowski, Michał Juraszek
Wilhelm: Krzysztof Żabka
Marzena: Karolina Szeptycka, Anna Terpiłowska
Barbara: Barbara Melzer, Katarzyna Walczak
Ryszard: Marek Grabiniok, Grzegorz Pierczyński
Zuza: Marta Parzychowska

TANCERZE:
Sara Kaźmierska, Joanna Kierzkowska, Anna Pacocha, Dariusz Kowalewski, Krzysztof Tyszko, Damian Zawadzki, Tomasz Ziółek

fot. Tomasz Ostrowski