loader image

Paweł Sztarbowski

fot. Tomasz Ostrowski

JĄDRO CIEMNOŚCI w reżyserii Pawła Łysaka. 

Premiera 18 czerwca 2021.

Teatr Powszechny w Warszawie

Przed premierą rozmawiałem z Pawłem Sztarbowskim dramaturgiem spektaklu

 

Tomasz Ostrowski: „Jądro ciemności” Josepha Conrada po raz pierwszy w całości opublikowano w 1902. Mimo długiej perspektywy czasowej tematyka tej powieści jest stale aktualna, czego potwierdzeniem są kolejne wznowienia wydawnicze i inscenizacje na krajowych i zagranicznych scenach teatralnych. Powieść doczekała się adaptacji filmowej. Książka porusza temat barbarzyńskiego podboju kolonialnego Afryki, w tym wypadku belgijskiego Konga, w którym w roku 1980 przebywał Joseph Conrad. O terrorze w kolonialnym w Kongu, wymordowaniu wielu milionów ludzi, traktuje również książka „Duch króla Leopolda”.
Przygotowując dramaturgię spektaklu zapewne korzystał Pan jeszcze z innych źródeł i inspiracji? 



Paweł Sztarbowski:  Tak, tych kontekstów było bardzo dużo. Przygotowywaliśmy się z Pawłem Łysakiem do tej pracy ponad rok. Czytaliśmy i oglądaliśmy właściwie wszystko, by, jak to zwykle w pracy teatralnej bywa, wszystko to odrzucić i szukać swojego toru interpretacji. Sam Joseph Conrad, a szczególnie „Jądro ciemności”, ciągle cieszą się niezwykłą popularnością. Wydaje mi się, że ten autor wręcz przeżywa renesans. Być może wpływa na to Festiwal Conrada, który odbywa się co roku w Krakowie, gdzie zapraszani są goście, zamawiane są nowe tłumaczenia. My akurat korzystamy z tłumaczenia Magdy Heydel – mocnego, współczesnego, niezwykle pięknego językowo. Ważnym impulsem do tego, żeby się zająć „Jądrem ciemności” była dla nas biografia Conrada napisana przez Mayę Jasanoff – „Joseph Conrad i narodziny globalnego świata”, uznana przez „New York Times” za najważniejszą książkę roku 2017. Pokazuje ona – i to była dla nas duża inspiracja – młodego chłopaka Józefa Konrada Korzeniowskiego, który wyrywa się gdzieś z prowincjonalnej Polski, czy wręcz z terenów dzisiejszej Ukrainy, jedzie do Marsylii marząc o tym, żeby zostać marynarzem, żeby odkrywać białe plamy, które pozostały jeszcze na mapach, między innymi Afryki i różnych zakątków świata. Marzy o tym, żeby pływać na żaglowcach. Kojarzy mu się to z romantyczną przygodą. Ale niestety jak pisze Jasanoff, był to już koniec epoki żaglowców. Świat przechodził na parowce, które były dużo wygodniejsze, szybsze, łatwiej się nimi manewrowało. Jednocześnie w przeszłość odchodzi ten rodzaj romantyzmu, duch przygody, który wiązał się z żaglami, z byciem na pełnym morzu, z umiejętnościami żeglarskimi. Liczy się tylko biznes, zysk. Joseph Conrad właśnie to opisuje w swojej twórczości, tę zmianę. Nagle na jego oczach świat w gwałtowny sposób zaczyna się zmieniać. Ta niby drobna zmiana sposobu podróżowania, nowe sposoby komunikacji sprawiają, że świat zaczyna się kurczyć. Ta perspektywa globalna staje się powoli perspektywą obowiązującą.
Podróż do Afryki była dla Conrada wyjątkowym doświadczeniem. Opisał ją potem właśnie w „Jądrze ciemności” i „Placówce postępu”. Nie mógł znaleźć pracy na żadnym statku morskim. Trafił na rzekę Kongo, bo akurat belgijskie przedsiębiorstwo handlowe poszukiwało doświadczonego kapitana. Pojechał tam jako doświadczony marynarz, który pływał do Singapuru, Sydney, Ameryki, w dalekie morskie rejsy żaglowcami. I nagle trafia na tę rzekę i widzi zamiast porządnego statku jakąś blaszaną puszkę, kupę złomu. Parowiec, którym miał pływać nazywał się Roi des Belges. Był strasznie rozczarowany. W pewnym momencie zaczął chorować, ledwo uszedł z życiem. A jednocześnie stał się świadkiem przemocy i ludobójstwa. Wtedy może nie używa się jeszcze tego słowa, ale czytając „Jądro ciemności” nie mamy wątpliwości, że on nie ma złudzeń co do charakteru podboju Konga za czasów Leopolda II, króla belgijskiego. „Jądro ciemności” jest empatyczną i etyczną odpowiedzią na to, co zobaczył w Kongo.

„Duch króla LEOPOLDA“ Adama Hochschilda z 1999 roku to książka, reportaż o ludobójstwie w Kongo, bezlitosnym folwarku króla belgijskiego Leopolda II. Kolonizatorzy brali w niewolę całe wioski. Wykorzystywali ich bestialsko w ciężkich pracach a przy tym bawili się strzelając do ludzi, jak do zwierząt. Gdy otrzymali nakaz prowadzenia rejestru użytych naboi, dla potwierdzenia słusznego ich wykorzystywania np. do obrony przed rebeliantami, polecono każdej ofierze ucinać prawą dłoń. Czasem ucinano te ręce tylko po to, żeby ilość kul się zgadzała. Scenę nawiązującą do tych wydarzeń zobaczyliśmy w trakcie próby medialnej.

Dobrze pan to rozpoznał, bo rzeczywiście książki Adama Hochschilda „Duch króla Leopolda” i Svena Lindqvista „Wytępić całe to bydło” były dla nas obszarem inspiracji. Ważna też dla mnie na etapie pisania adaptacji była opasła książka „Kongo. Opowieść o zrujnowanym kraju” Davida van Revbrocka. Bazując na „Jądrze ciemności” dodajemy czasem drobne konteksty, a także nasze odautorskie komentarze, żeby uwydatnić wątki tego utworu, osadzić je również w naszym doświadczeniu, pokazać, że Kurtz to nie jest jakaś tam fikcyjna postać, ale jest to uosobienie systemu, w którym żyjemy. W tym sensie każdy z nas, czy tego chcemy czy nie, ma w siebie wpisany ten gen podboju, wyścigu, konkurencji.
„Jądro ciemności” jest bardzo ciekawym utworem jeżeli chodzi o narrację. Mamy tu dwóch narratorów i w naszym spektaklu bardzo wiernie za tym idziemy. Pierwszym narratorem jest narrator zewnętrzny. Opowiada on, że siedzi oto na jachcie przy ujściu Tamizy i jeden z jego współtowarzyszy, Marlow, który jest marynarzem opowiada o jednej ze swoich przygód. Ten narrator jakby uruchamia drugiego narratora – Marlowa. Czasami ironicznie komentuje jego opowieść, przerywa ją. Joseph Conrad sprytnie maskuje się za plecami tych narratorów.

W naszym spektaklu pierwszego narratora gra Oksana Czerkaszyna, która jest właśnie ironiczną i krytyczną komentatorką całej tej opowieści Marlowa. To ona opowiada o ludobójstwie. Patrzy na ten tekst z dzisiejszej perspektywy, zauważając niechęć Conrada do kobiet, rasizm, schematy koloizatorskie.

Co wypominają Conradowi współcześni.

Dokładnie. Inspiracją dla postaci Oksany Czerkaszyny była dla nas wspomniana już Maya Jasanoff, która we wstępie do swojej biografii Conrada również pisze o dystansie i wściekłości na tego autora, na język, którym się czasami posługuje. A z drugiej strony docenia, jak przenikliwie zauważył sprawy, których inni nie zauważyli. Więc ta problematyczność „Jądra ciemności” również jest dla nas ważnym tematem. Wydaje mi się, że nie da się tego utworu tak po prostu wystawić. Przemysław Czapliński napisał o „Jądrze ciemności”, że to niebezpieczne arcydzieło. I coś w tym jest, że jest to z jednej strony niezwykła literatura, cudowny, piękny język, który uwodzi czytelnika, a z drugiej strony, niestety, ten piękny język powiela wiele stereotypów ówczesnej epoki, jak choćby opis mieszkańców Afryki, ewidentnie dziś rasistowski. Już w latach 70. XX wieku pisał o tym Chinua Achebe, nigeryjski pisarz. Fragment jego tekstu „Obraz Afryki” również znalazł się w naszym spektaklu w monologu Mamadou Go Ba.
Drugiego narratora, Marlowa w naszym spektaklu gra Michał Czachor. Można więc powiedzieć, że idąc za utworem Conrada, nie inscenizujemy „Jądra ciemności”, ale je opowiadamy poprzez tych dwóch narratorów. Budujemy tę opowieść w opowieści, tworzymy sieć nawiasów, ale tylko po to, żeby uwydatnić pewne wątki i pokazać, że Kurtz to nie jest jakiś człowiek podbijający Afrykę, ale gen Kurtza jest w każdym z nas. Kurtz to nie żywy człowiek, ale głos, idea, skupiająca w sobie logikę całej zachodniej nowoczesności, kolonializmu, kapitalizmu, podboju i zaprogramowania nas wszystkich do uczestnictwa w wyścigu.
Conrad wymyślił to jako gawędę marynarską. Ale gawędę bardzo specyficzną. On używa takiego sformułowania „mglista aureola”, z którego w spektaklu troszkę się wręcz podśmiewamy, ale też traktujemy bardzo poważnie. „Mglista aureola” opowieści. Nie chodzi więc o zwykłą anegdotę, ale o wytworzenie w zmysłach słuchającego i w jego mózgu pewnego rodzaju klimatu, impresji. Dla nas podstawowym narzędziem do wytwarzania tej mglistej aureoli są słuchawki i cała fonosfera. To opowieść bardzo mocno oparta na dźwięku. Uznaliśmy, że my przecież nie zbudujemy na scenie rzeki Kongo, stateczku Roi des Belges, że to byłoby straszne przekłamanie, podobne jak próba uwspółcześniania, że robimy to o bankach czy kredytach. Dlatego w naszym spektaklu najważniejsza jest atmosfera dźwiękowa. Czasami można wręcz zamknąć oczy i pozwolić tym dźwiękom oddziaływać na naszą wyobraźnię. Nie mamy właściwie scenografii. Wyobraźni widza pomaga jedynie piękne światło i elementy wideo, ale one też nie tworzą iluzji.

Mówiąc o „Jądrze ciemności” nie sposób pominąć osoby Kurtza, agenta londyńskiej spółki handlowej, bezwzględnego dyktatora pozyskujący kość słoniową oraz inne cenne materiały i surowce w sposób bestialski. Symbolem jego okrucieństwa był płot wybudowany wokół jego chaty z palami, na których umieszczał głowy buntujących się rdzennych mieszkańców wioski. Kurtz uznawany za osobę wybitną, odznaczającą się zdolnościami pisarskimi, malarskimi, był świetnym mówcą, uznawany był za geniusza w kolonialnej Afryce. Takich uzdolnionych geniuszy, populistycznych mówców historia odnotowała wielu. W wielu miejscach na świecie doprowadzili oni do eksterminacji ludności.

Conrad pisze o Kurtzu, że Kurtz był niewiele więcej niż głosem. Kilka razy takie sformułowanie pada. Wzięliśmy to sobie bardzo do serca. W naszym spektaklu nie ma aktora, który odgrywałby postać Kurtza. Uznaliśmy, że nawet najlepszy aktor nie były w stanie stworzyć na naszych oczach tej postaci, która w samej powieści mówi przecież zaledwie kilka zdań. Natomiast przez cały niemal utwór wszyscy mówią o Kurtzu. Od początku właściwie Marlow zastanawia się, kim jest ten Kurtz? Jak on wygląda? Co on takiego tworzy? Czy to jest malarz piszący do gazet? Czy właśnie pisarz, który maluje obrazy i słucha muzyki? Jakiś niezwykły humanista? Osoba Kurtza okryta się tajemnicą, jest propagandowo kreowana. O tym, że jest ludobójcą dowiadujemy się stopniowo. Całe „Jądro ciemności” pokazuje jak absurdalnie ten balon o nazwie „Kurtz” jest przez wszystkich pompowany. Niestety rymuje się to również ze współczesną rzeczywistością polityczną. To przecież my pompujemy te propagandowe tuby naszych przywódców. Tych populistów, którzy piękną mową uwodzą tłumy. Komentujemy każdy ich gest, uważamy za wielkich strategów, traktujemy poważnie wypowiedzi, które może lepiej byłoby przemilczeć. Oczywiście Marlow również w jakiś sposób zaraża się, staje się naznaczony tym genem Kurtza.

W pewnych momentach nawet maskuje Kurtza na przykład wobec narzeczonej Kurtza czy kompanii handlowej.

Tak, sam buduje na tym kłamstwie pozycję Kurtza, chce ją podtrzymać. I wydaje mi się, że jest jakiś element, który bardzo się rymuje też i z naszą rzeczywistością, i w ogóle z wszelkiego rodzaju rzeczywistością opartą na propagandzie, na populizmie, na naginaniu rzeczywistości w narracji o tej rzeczywistości. Nasza rzeczywistość zbudowana jest na kłamstwie.

Dzieje się tak, mimo że Marlow w notatkach Kurtza znajduje zapis „Wybić to bydło”.

Tak, to jest posumowanie jego raportu, jak mówi Marlow. Prawdopodobnie nie zdążył tej notatki usunąć. Raport był napisany o tym jak to biały człowiek niesie wspaniałą misję cywilizacyjną do Afryki. „Wybić to bydło” w niektórych tłumaczeniach występuje jako „Wytępić całe to bydło”. To jedno z najsłynniejszych zdań w całej historii literatury. Zdanie-przestroga, aktualne we wszelkich czasach. To ciekawe, że właściwie we wszystkich czasach pojawia się nagle ta potrzeba eksterminacji. Potrzeba, żeby pewne jednostki ze społeczeństwa wyeliminować. Nie mówię, żeby od razu wybić, ale na przykład „stworzyć wolne strefy od tych jednostek”, albo „wysłać na Madagaskar”, powiedzieć, że przenoszą pasożyty”, „wyrżnąć watahę” i tak dalej, i tak dalej. Znamy tego pełno również ze współczesnych nam czasów. Dlatego w „Jądrze ciemności” z jednej strony opowiadamy o ludzkim potworze, który w Kongo mordował ludzi, a z drugiej strony nie mamy wątpliwości, co do tego, że opowiadamy o naszym tu i teraz.

Szacuje się, że w wyniku brutalności kolonizatorów belgijskich w Kongo śmierć poniosło od ośmiu do kilkunastu milionów ludzi. Belgia do dnia dzisiejszego nie próbowała rozliczyć się z tych wydarzeń.

Tak, mnie jakoś bardzo zdziwiło ostatnio w czasie wydarzeń w Stanach Zjednoczonych, po śmierci czarnoskórego George’a Floyda i aktywności ruchu Black Lives Matter, że w kronikach filmowych z Belgii widzieliśmy pomniki króla Leopolda zalewane czerwoną farbą. Byłem bardzo zdziwiony, że w ogóle jeszcze w Belgii stoją pomniki króla Leopolda odpowiedzialnego za ludobójstwo. To jest trochę tak, jakby w Niemczech nadal stały pomniki Hitlera. Rozumiem, że tu jest jakiś problem z rozliczeniem się. To nie tylko o Belgię chodzi. W ogóle Europa ma problem z rozliczeniem się z kolonializmem. Polska ma problem z rozliczeniem się ze swoim kolonializmem na wschodnich rubieżach dawnej Rzeczpospolitej. Mam poczucie, że funkcjonujemy wszyscy w sferze potwornego zakłamania, że przecież jednak niesiono ten kaganek cywilizacji. Ale o tym, że niesiono go wcale nie w imię cywilizacji, ale w imię chciwości, zysku, eksploatacji ludzi i natury, jakoś łatwo zapominamy. Conrad nie miał złudzeń. Pisze w „Jądrze ciemności”: „Do stworzenia Kurtza przyczyniła się cała Europa”. Czyli inaczej mówiąc: Cała Europa jest zbudowana na przemocy i kłamstwie.

Kolonializm mimo upływu czasu nie zginął i w różnych formach trwa dalej. Dziś proceder polega między innymi na tym, że cenne tereny przejmują nie państwa, a korporacje. Doprowadzają do ubożenia miejscowej ludności, niewolniczej pracy w swoich kopalniach i niszczenia naturalnego środowiska. Z raportów wynika, że landrabbingiem dotknięte są 62 państwa z czego prawie połowa zawłaszczonych gruntów znajduje się w Afryce. 



Ten rodzaj kolonializmu, zwłaszcza w Kongo, jest wciąż bardzo widoczny i doprowadza do niskopłatnej, nielegalnej pracy. Dzieci w kopalniach kongijskich zajmują się wydobyciem metali rzadkich. My akurat nie zajmujemy się wątkiem współczesnego Kongo. Uznaliśmy po prostu, że nasza wiedza o tym jest zbyt mała, nie jesteśmy w stanie zbadać tego tematu odpowiednio. Że nie chcemy podszywać się pod znawców sytuacji Afryki, bo nimi zwyczajnie nie jesteśmy. Nasza opowieść, podobnie zresztą jak opowieść Conrada, dzieje się w centrum Europy, przy ujściu Tamizy, a może Wisły…

Mamy do czynienia z nowoczesnymi metodami kolonializmu. 



Mówi się czasami, że Joseph Conrad w „Jądrze ciemności” zapowiedział cały XX wiek, jego przemoc, totalitaryzmy. A jak widzimy, on również zapowiedział wiek XXI, z coraz większym wyniszczaniem i eksploatacją natury, z grożącą nam katastrofą klimatyczną związaną z tą eksploatacją. Ta podróż do kresu ludzkiego doświadczenia, jaką jest „Jądro ciemności”, która samego autora kosztowała niemal życie może być odczytywana na bardzo różne sposoby. Dla nas ważna była też perspektywa ekokrytyczna. Sposób, w jaki Conrad opisuje naturę, rośliny, dżunglę, rzekę, olbrzymie drzewa nie ma sobie równych w klasycznej literaturze. To nie są zwykłe opisy przyrody.

Widać tu respekt i szacunek dla przyrody.

Udało mu się uchwycić w tej narracji, że człowiek jest zaledwie kropeczką, maleńkim, nic nie znaczącym elementem, w momencie gdy znajduje się w tej otchłani dżungli.

W roku 2019 przy okazji premiery „Damaszek 2045” rozmawialiśmy o Międzynarodowym projekcie „Atlas przemian. Nowe geografie dla międzykulturowej Europy”. W przekaz tego projektu znakomicie wpisała się wcześniejsza premiera: „Jak ocalić świat na małej scenie”, ale również obecna premiera „Jądro ciemności”.



Już od kilku lat w Teatrze Powszechnym tematy globalne szczególnie nas interesują. Ma to swoje odzwierciedlenie również w zespole aktorskim naszego teatru. Jeżeli chodzi o „Jądro ciemności” to rzeczywiście troszkę traktujemy to z Pawłem Łysakiem jako kontynuację pracy nad spektaklem „Jak ocalić świat na małej scenie”. Tamten spektakl kończył się czytaniem Raportu Klimatycznego i apokaliptyczną wizją. Główna rzecz, która nas interesowała w „Jądrze ciemności” to był lęk o przyszłość, o to jak będzie wyglądać przyszłość planety i gatunku ludzkiego. Czy pójdziemy dalej drogą eksploatacji i degradacji planety? Czy jednak się opamiętamy?

„Jądro ciemności” daje mocny materiał do opisania tego stanu zagrożenia w skali globalnej. Właśnie poprzez postać Kurtza. Poprzez postać tego chciwego, nieposkromionego potwora, który jest w stanie mordować ludzi, niszczyć przyrodę. Jest tam powiedziane, że był w stanie nawet ryć pod ziemią, żeby wydobywać skamieliny kości słoniowej. I ten Kurtz wydaje się być figurą opisującą dzisiejszy, chciwy kapitalizm i współczesne korporacje. I tu nie chodzi o takie banalne przełożenie. Tego chcieliśmy uniknąć w spektaklu. Bardziej stwarzamy pewnego rodzaju metaforyczną opowieść, ale te dwa wątki: wątek kolonizacji i wątek ekologiczny były dla nas najistotniejsze.

Czy jest jakiś pozytywny akcent?

Wydaje mi się, że już samo to, że zajmujemy się lękiem o przyszłość jest pozytywne. Popatrzeć na to okrucieństwo, ale właśnie po to, żeby się zastanowić czy w ogóle jest możliwy inny świat. Czy możemy budować narracje alternatywne, tworzyć nowe wizje świata. Sztuka daje do tego narzędzia.

Może sytuacja pandemiczna przyniesie refleksie i opamiętanie świata? 



Sytuacja pandemii uwydatniła pewien kryzys, w którym się znajdowaliśmy od lat i z którego pędząc jak te szczury w kołowrotku, nie zdawaliśmy sobie sprawy. Nie mieliśmy czasu na to, żeby się zatrzymać i rozejrzeć, że gdzieś pędzimy, płyniemy, coś podbijamy, sami nie wiedząc w jakim kierunku to wszystko podąża. Niszczenie planety, wyzysk ludzi, budowanie płotów na granicach, nierówności społeczne, pieniądz traktowany niemal jak animistyczne bóstwo, presja ciągłej konkurencji. Współczesny świat naprawdę nie różni się wiele od placówki Kurtza. Tylko to, co niewygodne, ukryte jest pod warstwą propagandy i pięknych obrazków. Więc może pandemia przyniesie jakieś opamiętanie. A może nie. Zobaczymy.

Dziękuję bardzo za rozmowę.

Dziękuję.

JĄDRO CIEMNOŚCI

TWÓRCY:

reżyseria – Paweł Łysak

dramaturgia – Paweł Sztarbowski

muzyka – Dominik Strycharski

reżyseria światła – Jacqueline Sobiszewski

reżyseria dźwięku – Kuba Sosulski

projekcje wideo – Karol Rakowski

konsultacje scenograficzne – Robert Rumas

inspicjentka – Barbara Sadowska

 

OBSADA:

Michał Czachor 

Oksana Czerkaszyna 

Mamadou Góo Bâ 

Oskar Stoczyński

fot. Tomasz Ostrowski