loader image

reż. Weronika Szczawińska

fot. Tomasz Ostrowski

KLUB w reżyserii Weroniki Szczawińskiej

Premiera 26 czerwca 2021.

Akademia Teatralna w Warszawie

Przed premierą rozmawiałem z Weroniką Szczawińską, reżyserką spektaklu.

 

Tomasz Ostrowski: materiałów prasowych Akademii Teatralnej dowiedziałem się, że spektakl „KLUB” powstaje jako inicjatywa studentek IV roku. Miały one wpływ na wybór tekstu stanowiącego podstawę przygotowania najbliższej premiery. Wiem, że nie tylko ta pozycja literacka była przez Panią zaproponowana do wyboru.

Weronika Szczawińska: Na początku chciałabym tylko zaznaczyć, że przy okazji tej produkcji w szkole nie używam słowa studentki. To są współpracujące ze mną aktorki. W AT uczę na kierunku Wiedza o Teatrze, natomiast tutaj czuję się po prostu zatrudnioną reżyserką. Nie chodzi mi, naturalnie, o korygowanie Pana wypowiedzi – dla mnie to po prostu istotna sprawa strukturalna. Bo to nie jest spektakl dyplomowy. I to jest bardzo istotne, że jest to  po prostu spektakl realizowany przez mnie z aktorkami, które jeszcze w szkole potrafiły wyjść z oddolną inicjatywą i zaprosiły mnie do pracy nad swoim specjalnym projektem.

Sporym tematem jest dla mnie przy tej okazji podział odpowiedzialności. Jako reżyserka ponoszę odpowiedzialność za projektowanie ram wydarzenia artystycznego – które w tym przypadku powstało w kontekście prawdziwie demokratycznego ruchu dziewczyn z AT. Stwierdziłam, że nie mogę im nic narzucać, ale jednocześnie muszę proponować; że wybierzemy razem. Dlatego przedstawiłam kilka potencjalnych punktów wyjścia dla naszego spektaklu. Dwa jakoś tam dotyczyły tekstów: proponowałam adaptację powieści Leonory Carrington „Trąbka do słuchania” lub zrealizowanie jakiegoś Szekspira albo Czechowa wyłącznie w kobiecej obsadzie. Trzeci dotyczył tworzenia spektaklu od zera, na podstawie naszych doświadczeń. 

O wyborze zadecydowały same aktorki.

Wszystkie są z jednego roku. I to była ich potrzeba? 

Tak to była ich potrzeba, ponieważ w jakimś sensie one rozpoznały rodzaj strukturalnej dyskryminacji, która istnieje w środowisku teatralnym, w fundamentach naszego teatru, gdzieś tam od początku drogi artystycznej, jaką jest kształcenie. Tego, że kobiety, kiedy zostają wmontowane w klasyczny repertuar, znajdują znacznie mniejszą przestrzeń ekspresji dla siebie. Dlatego, jak najbardziej, ich potrzeba była taka, żeby wypowiedzieć się i wypowiedzieć się w sprawie, żeby mieć na scenie swoją podmiotowość i głos. Żeby robić teatr świadomie i odpowiedzialnie. I wspaniałe jest to, że Akademia podążyła za nimi. Nasz spektakl powstaje w ramach realizowanego przez szkołę programu „Zmiana – teraz!”, który jest częścią szerokiego wdrażania polityki antydyskryminacyjnej. 

Kobiety w teatrach mają trudniej, jeśli chodzi o samą drogę artystyczną, drogę przebicia się, ale również w kwestii wynagrodzeń.

To na szczęście bardzo się zmienia, ale oczywiście wciąż jest to temat. Wydaje mi się, że to zależy od danego teatru, danego miasta, itd., ale faktycznie te szklane sufity są. Odbija się to i na stawkach, i na proponowanych rolach. A przede wszystkim na braku refleksji dotyczącej teatralnego kanonu: że on jest jednak historyczny, że powstawał w specyficznych warunkach kulturowych, że nie jest uniwersalny, że wycina czyjeś doświadczenie, myśli, ciała, głos.

Mówimy, że nie jest to spektakl dyplomowy, ale ważne jest, że mają swój spektakl, mają swoje role, pokażą się publicznie, a najważniejsze, że mogą zmierzyć się z własnymi oczekiwaniami scenicznymi.

No jasne! Pracując nad „Klubem” musiałam mieć na uwadze, że to najważniejszy kontekst tego spektaklu: że tworzą go artystki dopiero wchodzące w zawód. Podstawową funkcją tego przedstawienia jest stworzenie przestrzeni dla nich. Może nie tyle pokazania się, bo „pokazanie się” niesie ze sobą złe konotacje, takie wystawienie aktorów na giełdzie aktorskiej. Jasne, realia tego zawodu wciąż są takie, że dyrektorzy i reżyserzy wybierają i zapraszają (chociaż to aktorki „Klubu” zaprosiły mnie), ale mam wrażenie, że one tutaj jednak pokazują się od strony podmiotowej. Jako osoby, które kształtują sensy tego przedstawienia, kształtują jego komunikację. I wydaje mi się, że o to im najbardziej chodziło. Rozpoznały, że bardzo często proponowało im się takie role, które były dodatkami do ról męskich. Żartobliwie można byłoby powiedzieć, żeby grały takie matki, żony i kochanki. One bardzo chciały zagrać sprawę. Ludzi i sprawę. Myślę, że to jest istotny aspekt naszej wspólnej pracy.

W teatrach zespołowych, których liczba w Polsce powoli się rozszerza, ważna jest inwencja aktorów. Mogą oni mieć wpływ na scenariusz, na adaptacje utworów. Często dodają własne teksty. Jak w tym spektaklu zaznaczyły się młode aktorki? 

Ich wpływ jest ogromny. Nie dość, że wybrały tekst, na podstawie którego napisałam scenariusz, to one też są współtwórczyniami tego scenariusza. Ja go pisałam po bardzo długich rozmowach, które prowadziłyśmy zimą, zarówno w grupie, jak i indywidualnie. Ich przemyślenia, były dla mnie bardzo ważnymi wskazówkami dramaturgicznymi, projektującymi kształt tego, co chcemy robić. Później, kiedy zaczęłyśmy już pracę nad spektaklem, oczywiście ja przyniosłam zręby tekstu i koncepcję całości, wytłumaczyłam co jest z nich, a co jest ze mnie. A potem bardzo duża część przedstawienia powstała z improwizacji, z przemyśleń, z autorskich prac koncepcyjnych aktorek. Dodam tylko, że jestem pod wielkim wrażeniem ich myślenia, inwencji i warsztatu.

W tym przedstawieniu nie ma roli wiodącej?

Nie ma absolutnie. Jest to spektakl całkowicie zespołowy. Z jedną główną rolą, którą gra dziesięć osób. Więc i kolektywny, i indywidualny.

W Pani twórczości często przewijają się tematy społeczne?

A co dla Pana znaczy teatr społeczny?

Bardziej mam na myśli tematy społeczne. Tematy poruszające problemy ludzi słabych, problemy kobiet, kwestie tożsamości płciowej, feminizmu, przemocy.

Pytam tak figlarnie, bo ja prowadzę na kierunku „Wiedzy o Teatrze” zajęcia z teatru politycznego, który mocno zahacza o tematy społeczne. I zawsze zastanawiam się, co to znaczy teatr polityczny albo społeczny. Bardzo boję się etykiet i bardzo uciekam przed etykietami. Mam wrażenie, że jak ja powiem teatr społeczny, to część widzów wyobrazi sobie coś, czym ten spektakl nie jest.

Boję się używać słowa teatr polityczny czy tematy polityczne, bo niestety przez część społeczeństwa może to być kojarzone z grupą rządzącą i z narzucanymi przez nią wzorcami. 

To jest super uwaga. Sporo zajmuję się definiowaniem polityczności w kontekście teatru, ale widzowie, kiedy słyszą coś takiego w zapowiedziach spektaklu potrafią się zniechęcać. Często uważają, że to pociąga za sobą zanegowanie teatru, sztuki, estetyki na rzecz przekazu. A ja z jakiegoś względu robię takie rzeczy w teatrze, a nie w gazecie, gdyż mam poczucie, że teatr ma zupełnie inne środki od kina, od telewizji, od rozmowy publicystycznej. W teatrze te tematy społeczne, polityczne, mogą zarezonować w pełni. Teatr jest nie tylko przekazem, teatr jest ciałem, teatr jest dźwiękiem, teatr jest kontaktem z widzem i w przypadku tak trudnego tematu jaki poruszamy, który dotyczy całej społeczności, wydaje mi się, że jest to absolutnie podstawowe. Właśnie ta specyfika, to co teatr może dać tym wątkom społecznym, jak je ucieleśnia.

Kobiety w teatrze. Ten temat też się przewija w Pani twórczości.

Od początku swojej pracy w teatrze zajmuję się takim tematem „Kobieta jako człowiek”. Dlaczego w teatrze to cały czas nie jest oczywiste? Kiedyś mnie zapytano na konferencji prasowej mojego spektaklu „Genialna przyjaciółka”: Czy to jest spektakl tylko dla kobiet? Pytam: gdybyśmy robiły „Hamleta”, czy padłoby pytanie: Czy to jest tylko dla mężczyzn? Mam wrażenie, że pomimo całej takiej emancypacyjnej dyskusji, która się odbyła, środowisko teatralne w jakimś sensie jest wciąż bardzo konserwatywne. Istnieje nieskończona liczba możliwości robienia teatru – tak, aby każda i każdy znalazł swoje miejsce – a wciąż mam takie poczucie, że głos kobiet wciąż nie jest słyszalny jako głos uniwersalny dla społeczności. 

Tymczasem  nawet specyficznie kobiece doświadczenia mogą wszystkim bardzo dużo powiedzieć o superważnych tematach jak np podział władzy, jak stosunek do przemocy, jak związki przemocy i kultury, jak rola dyskusji o przemocy w społeczności. Jest jeszcze jeden temat, który dla nas był ważny na próbach. To wizerunek kobiety na scenie, bardzo często sprowadzany do ikony. Na przykład niektórzy reżyserzy nie wyobrażają sobie, że kobieta może zagrać kobietę, nie posiadając szpilek i sukienki. Dlaczego teatr wciąż nie rozumie, że kobiety są bardzo różne, jak to ludzie? Jak ocalić swoją  podmiotowość, jak użyć tej różnorodności wyglądów, doświadczeń, stanowisk, ciał, estetyk dla swojej – to było dla nas bardzo ważne w rozmowach na próbach.

Od kilku miesięcy trwa dyskusja o przemocy w szkołach teatralnych i instytucjach kultury, w której zabiera Pani głos. Zanotowałem ważne zdanie z jednej konferencji „Od przemocy nie jesteśmy lepszymi twórczyniami i twórcami, tylko bardziej pokaleczonymi ludźmi”. Rozpoczął się proces rozliczeń, i mam nadzieję, wypracowania przejrzystych procedur antyprzemocowych. Czy myśli Pani, że 

w przyszłości, w miejsce skompromitowanych fuksówek, powstanie inna forma przyjaznego powitania w murach uczelni studentów pierwszego roku?

Teraz najważniejsze jest wysłuchanie osób, które doznały strukturalnej krzywdy i zastanowieniem się na tym, teraz najważniejsze jest dobro ludzi. Nie tradycje, nie myśli, nie przywiązania nas wszystkich. Może to kiedyś będzie mogło wrócić, jak zajmiemy się tym, co jest teraz najpilniejsze. To znaczy wysłuchaniem opowieści osób, które doznały przemocy i zastanowieniem się nad tym, co jako osoby uprzywilejowane, mające publiczny głos, ze względu na wiek, na pozycję, na doświadczenie w zawodzie, możemy dla nich i dla nas wszystkich zrobić. Bardzo się cieszę, że ta dyskusja się wreszcie się wylała. Towarzyszyła mi od początku pracy w teatrze, tylko była prowadzona w taki kreci sposób. To były rozmowy pod ziemią, w małych grupach, zduszone, bez nadziei na zmianę.

Bardziej jako sensacja, a nie jako problem.

Dokładnie. Nie połączone ze sobą. Fuksówka jako integracja, tak to jest piękny pomysł, natomiast to przybrało tak monstrualne wymiary, wpędzało ludzi w alkoholizm, w PTSD, łamało bardzo młode osoby podczas wejścia w coś, co powinno być ich przygodą życia. Może kiedyś przemyślimy to i powstaną jakieś przyjazne rytuały. Najważniejsze na dzień dzisiejszy to zajęcie się tym doświadczeniem i stworzenie przestrzeni do rozmowy. Musimy wszyscy zreformować swój sposób pracy i myślę, że wtedy będzie szansa na ustabilizowanie tego, ale teraz to wahadło poszło w drugą stronę i musimy zająć się tym kryzysem, który jest.  

Najbliższe Pani plany artystyczne?  

Oczywiście chcę doprowadzić „KLUB” do premiery jak najbardziej wyszlifowanej. Zagraliśmy też właśnie w weekend premierę mojego spektaklu ONKO w TR Warszawa.

Spektakl, w którym Pani również występuje. 

Tak. Wreszcie z widownią na żywo, a nie w streamingu. ONKO będziemy grać jeszcze na początku lipca, z czego się bardzo cieszę. Przedłużone lockdowny zabrały nam wszystkie poprzednie sety z widzami.

Jak jesteśmy przy TR Warszawa, to nie sposób nie powiedzieć, że spektakl „KLUB” trafi również na scenę TR Warszawa.

Tak, TR jest naszym koproducentem, od września „Klub” będzie grany i w AT, i przy Marszałkowskiej. Będziemy się tam adaptować i zapraszać tam widownię. A ja w międzyczasie jadę do Wrocławia i zaczynam pracę nad spektaklem dyplomowym ze studentami kierunku aktorskiego Akademii Sztuk Teatralnych.

Wiemy jaki tytuł? Czy wybór spektaklu będzie również przedmiotem analiz z aktorami?

Jestem już po rozmowach z nimi. Ja i współreżyser przedstawienia Piotr Wawer junior spotkaliśmy się z aktorami na zoomie i szukamy teraz dla nich tematu na podstawie tych rozmów, na podstawie wątków, które oni zasygnalizowali. Przyznam, że mam już pewien pomysł, ale nie mogę jeszcze o nim mówić, bo nie wiem, czy zdobędziemy do niego prawa autorskie. Ale podążamy tropami ekologii i związanej z nią duchowości.

Bardzo dziękuję za rozmowę, życzę wielu sukcesów w pracy z młodzieżą akademicką, która jak widzę i słyszę bardzo ceni sobie współpracę z Panią. 

Dziękuję! Bardzo, bardzo lubię z nimi pracować. Dziękuję za rozmowę. 

 

 

 

KLUB 
Scenariusz na podstawie książki Matildy Voss Gustavsson „Klubben” w tłumaczeniu Justyny Czechowskiej  
Scenariusz i reżyseria:
Weronika Szczawińska
Współautorstwo koncepcji scenicznej, konsultacje terapeutyczne i praca z oddechem: Dobrawa Borkała
Muzyka:
Teoniki Rożynek
Kostiumy, przestrzeń
Marta Szypulska
Kierowniczka produkcji:
Agnieszka Zajk-Tworkowska
Asystentka reżyserki:
Marta Szlasa-Rokicka
Współpraca koncepcyjna i obsada:
Julia Biesiada
Julia Borkowska
Maria Kozłowska
Katarzyna Lis
Adrianna Malecka
Magdalena Sildatk
Bernadetta Statkiewicz
Monika Szufladowicz
Helena Urbańska
Emilia Walus
Koordynacja projektu „Zmiana-Teraz”
Katarzyna Renes
Konsultacje w ramach projektu:
Agata Adamiecka
Vanessa Coffey
Współpraca:
Monika Przespolewska
fot. Tomasz Ostrowski