loader image

aktor. Sławomir Grzymkowski

fot. Tomasz Ostrowski

„„Wszystko płynie” Wasilija Grossmana w reżyserii Janusza Opryńskiego.
Premiera warszawska 28 listopada 2019. Teatr SOHO.


Spektakl jest relacją z piekła opowiedzianą ustami dwójki bohaterów – Anny i Jana. Ona – świadek wielkiego głodu na Ukrainie, On – wieloletni więzień łagrów. Sztuka próbuje zmierzyć się z doświadczeniem głodu człowieka, z piętnem sowieckiego łagru, znaleźć przestrzeń do wypowiedzenia słów najcięższych o człowieku.

adaptacja i reżyseria: Janusz Opryński
obsada: Eliza Borowska i Sławomir Grzymkowski

Przed premierą rozmawiałem ze Sławomirem Grzymkowskim o spektaklu „Wszystko płynie” i o jego współpracy z Januszem Opryńskim, autorem adaptacji i reżyserem spektaklu.

Tomasz Ostrowski: Współpracę z Januszem Opryńskim rozpocząłeś w roku 2013. Spotkaliście się przy realizacji spektaklu ”Lód” Jacka Dukaja w ramach Teatru Provisorium. Nie licząc czytań, aktualnie pracujesz przy piątej i szóstej wspólnej realizacji. Są to spektakle „Wszystko płynie” Wasilija Grossmana Teatru SOHO oraz „Biesy” Fiodora Dostojewskiego na Scenie Na Woli Teatru Dramatycznego (premiera 13.12.2019). Czy czujesz się artystą teatru Janusza Opryńskiego? Na czym polega przyciągająca magia twórcza Janusza Opryńskiego?

Sławomir Grzymkowski: Siłą rzeczy czuję się aktorem Janusza Opryńskiego. Swoje realizacje Janusz Opryński do niedawna robił dosyć rzadko. Od kilku lat zaczął reżyserować w innych teatrach, ale mam wrażenie jakby więź, która się wytworzyła pomiędzy Januszem Opryńskim, Łukaszem Lewandowskim a mną jest niezwykła i wydaje mi się unikatowa. Lubimy wspólnie pracować. Mam wrażenie, że jesteśmy dla siebie ludźmi, którzy się nawzajem inspirują. Udało nam się też przenieść pewien rodzaj pracy z prób Teatru Provisorium do teatru instytucjonalnego, jakim jest Teatr Dramatyczny. Mam nadzieję, że ta współpraca potrwa jak najdłużej. Janusz otworzył przede mną nowy rozdział mojej teatralnej historii. Dużo mu zawdzięczam i mam nadzieję, że będziemy jeszcze wspólnie pracować. 

Premierę warszawską spektaklu „Wszystko płynie” poprzedziła premiera lubelska na XXIV Konfrontacjach Teatralnych, ale jak pamiętam historia tego spektaklu rozpoczęła się już na XXI Konfrontacjach w roku 2016, na których prezentowany był również spektakl „„Punkt Zero: Łaskawe” w reżyserii Janusza Opryńskiego.

Spektakl „Wszystko płynie”, który właśnie teraz ma warszawską premierę, tak jak powiedziałeś, miał wcześniej premierę lubelską, ponieważ jest to koprodukcja Teatru PROVISORIUM i Teatru SOHO. Jej źródła są w projekcie, który zrobiliśmy w roku 2016 też na Konfrontacjach w Lublinie. Był to szesnastominutowy spektakl w ramach organizowanego przez Komunę Warszawa projektu Mikro Teatr. Janusz zaprosił mnie i Elizę Borowską do projektu tworzonego na podstawie tekstu Wasilija Grossmana „Wszystko płynie”. Był to jeden monolog, który mówiła Eliza, ale forma była dosyć ciekawa. Udało nam się stworzyć silną metaforę za pomocą dwóch ciał, które były pomiędzy śmiercią a miłością, między martwymi ciałami w obozach zagłady a leżącymi gdzieś w wiosce na Ukrainie. Pomiędzy czymś bardzo ludzkim, żywym i głębokim jakim jest miłość między dwojgiem ludzi. Ten szesnastominutowy projekt zrobił duże wrażenie i jakoś tak mieliśmy w głowach, że jest to sytuacja niedokończona i być może kiedyś uda nam się do tego jeszcze wrócić. Niedawno Igor Gorzkowski zaproponował Januszowi, żeby zrobił coś w Teatrze SOHO. W związku z tym Janusz wrócił do pomysłu, żeby rozbudować materiał „Wszystko płynie”. Rozszerzyliśmy tekst spektaklu o dodatkowe monologi, ubraliśmy to w dosyć specyficzną formę teatralną. W pewnym sensie i dla nas jest to kolejny interesujący eksperyment. Po październikowej premierze w Lublinie, gdzie mieliśmy dobry odbiór widowni, teraz będziemy grali w Teatrze SOHO w Warszawie od 28 listopada.

Janusz Opryński w roku 2016 przygotował spektakl „Punkt Zero: Łaskawe”.Była to jego autorska adaptacja powieści Jonathana Littella „Łaskaweoraz cytaty z dwóch powieści Wasilija Grossmana „Życie i losi „Wszystko płynie. Czy materiał spektaklu „Wszystko płynie” da się powiązać z fabułą spektaklu „Łaskawe”?

Tak. Na twórczość Janusza trzeba patrzeć przez pryzmat jego spektakli. Wszystkie te spektakle począwszy od „Braci Karamazow”, poprzez „Lód” , poprzez „Łaskawe”, potem „Idiotę” czy „Mistrza I Małgorzatę”, a do tego nasze obecne spektakle: „Wszystko płynie” i „Biesy” Dostojewskiego w Teatrze Dramatycznym, wszystkie są ze sobą związane. Powiązane tematycznie i należą do dużego bloku, którym zajmuje się Janusz od wielu lat. Chodzi o najważniejsze pytania dotyczące Boga, człowieczeństwa, tego kim jesteśmy. Próbujemy przyjrzeć się złu. W jaki sposób zło nas kształtuje, w jaki sposób zło nas przenika. Czy jesteśmy po prostu istotami, które są przepełnione złem? Czy jesteśmy istotami, które potrafią zwalczyć zło i czy jest w tym wszystkim Bóg. To co u Janusza jest najbardziej interesujące, to poszukiwanie nowego języka teatralnego dla takiej literatury jak Dostojewski, Dukaj, Littell, Grossman. Dukaja w teatrze wcześniej nikt nie realizował. Dla nas było to niezwykle ciekawe. Dla mnie było to bardzo istotne doświadczenie, trudne i ważne. Musieliśmy stworzyć język teatralny do tego rodzaju literatury. Byliśmy w pewnym sensie pionierami, którzy próbowali ogarnąć temat i przestrzeń tej ogromnej powieści, ale i przestrzeń filozoficzną zawartą w tej książce. Tak samo było z „Łaskawymi”. Littell był wcześniej prezentowany we fragmentach w „(A)pollonii” Krzysztofa Warlikowskiego w Nowym Teatrze. Ale nigdy wcześniej nie powstał spektakl adaptujący jego dzieło. Janusz jest specjalistą od realizacji takich wielkich narracji. Bo nie są to sztuki teatralne, nie są to dramaty, są to powieści. Wcześniej zajmował się między innymi Gombrowiczem i Różewiczem, ale w tej chwili głównie zajmuje się literaturą. Pisze adaptacje, zresztą fenomenalnie. Uważam, że jest jednym z najwybitniejszych twórców, którzy potrafią zrobić adaptacje wielkiej literatury i przełożyć ją na język teatralny.

Jak wygląda współpraca Janusza Opryńskiego z aktorami? Widać na przełomie ostatnich lat, że jest to stała grupa aktorów, która bardzo chętnie wchodzi z nim we współpracę. Musi to oznaczać, że z takim szacunkiem jak do literatury, odnosi się on do współpracujących z nim aktorów?

Jest grupa aktorów, która faktycznie bardzo chętnie z Januszem współpracuje, bo prawdę mówiąc jeśli już spotkasz na swojej drodze teatralnej Janusza, to absolutnie człowiek się w nim zakochuje. Jest po prostu wspaniałym człowiekiem. Ma jakąś nieograniczoną wiedzę z zakresu filozofii i literatury. Wszyscy za każdym razem kiedy się z nim spotykamy, uczymy się czegoś nowego. Nawet jeśli tematy są do siebie zbliżone to sięgamy do nowych źródeł, do książek i opracowań. Janusz podróżuje zawsze z podręczną biblioteką, ma worki, naprawdę worki książek ze sobą, które dźwiga na każdą próbę i każdemu podsuwa coś do przeczytania, coś, co wzbogaci jego postać, historię postaci w tej powieści. Daje nam to wszystko do czytania, również opracowania wokół których można budować swoją postać. I mogę śmiało powiedzieć, że zespół pracujący teraz z Januszem przy „Biesach” absolutnie mu ufa. On zresztą kocha aktorów, daje im to do zrozumienia i okazuje. Atmosfera pracy jest doskonała. Oczywiście czujemy pewnego rodzaju odpowiedzialność. Jednak mierzymy się z gigantyczną literaturą i ta niepewność zawsze jest. To spotkanie jest niesamowite i na pewno w każdym z nas to zostanie.

W podsumowaniu naszej rozmowy możemy stwierdzić, że szacunek dla literatury i wypowiadanego ze sceny słowa cechuje warsztat pracy reżyserskiej Janusza Opryńskiego.

Janusz ma absolutny szacunek do literatury. Szuka własnego języka teatralnego do każdej realizacji. Tak jak było w przypadku „Lodu” czy „Punktu zero. Łaskawe”. To były pierwsze realizacje tych powieści w Polsce. I tak samo jest w przypadku „Wszystko płynie” Grossmana. Szukaliśmy języka teatralnego, który pozwoli nam wypowiedzieć te tragiczne słowa zapisane na kartach książki Grossmana. Wydaje nam się, że nie jest to stricte teatralny projekt, że jest to rodzaj pewnej prezentacji, jakiegoś spotkania ofiar i widzów. Ten spektakl równie dobrze mógłby być prezentowany w „galerii słowa”, lub galerii sztuki współczesnej, bo tutaj słowo jest najważniejszym elementem przedstawienia.Tak Janusz pracuje. Jest bardzo wnikliwy. Jest chyba jednym z niewielu w tej chwili twórców, którzy czytają w ten sposób literaturę.

W pewnym sensie te dwie najbliższe premiery „Wszystko płynie” i „Biesy” są ze sobą związane. Na pewno warto spojrzeć na twórczość Janusza jak na pewnego rodzaju ciągłość i proponuję się temu przyglądać, śledzić i znajdować tropy wspólne dla tych wszystkich spektakli. Wracamy też do Littella. Mamy zamiar wznowić „Punkt zero. Łaskawe”. Być może uda nam się ten spektakl zagrać znowu w Warszawie, a jeżeli nie, to zapraszamy do Lublina.

Dziękuję za rozmowę. Życzę długiej współpracy z Januszem Opryńskim i wielu doświadczeń we wspólnym poszukiwaniu nowego języka dla teatru przy kolejnych adaptacjach dzieł literatury.

Również dziękuję.

fot. Tomasz Ostrowski